MORRISSEY – California Son (recenzja)

indeks

MORRISSEY – California Son

BMG (2019)

   Na swoje sześćdziesiąte urodziny Morrissey zafundował sobie płytę ze swymi ulubionymi piosenkami z lat 60 i 70, które oczywiście zaśpiewał w towarzystwie cenionych przez siebie gości. Zafundował tym samym swym słuchaczom, najnudniejszy i najgorszy album jaki dotąd nagrał, brzmiący momentami jak sesja karaoke dla znajomych. Mos nie jest w wybitnej formie wokalnej, a kiedy do owego faktu dodamy bardzo słabe aranżacje uzyskamy konspekt wartości dodanej „California Son” (polecam, a raczej nie polecam posłuchać „Wedding Bell Blues”) . Gdym miał skupić się na plusach z pewnością należałby do nich „It’s Over” Roya Orbisona, który broni się ze względy na fantastyczną melodię, a także wokalną interpretację, oraz urokliwy „Loneliness Remembers What Happiness Forgets” Dionne Warwick. Resztę należy zapomnieć po jednym przesłuchaniu. Szkoda albowiem „You Are the Quarry” z 2004 roku dawał duże nadzieje na kondycję Morrisseya w nowym millenium. Dziś pozostały jedynie wspomnienia o studyjnej i kompozytorskiej wielkości, oraz od czasu do czasu całkiem udane koncerty.

3/10

zapraszam do najtańszego sklepu muzycznego w sieci

http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=14902699

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s