NAJLEPSZE ZAGRANICZNE PŁYTY 2020

NAJLEPSZE ZAGRANICZNE PŁYTY 2020

  1. THE FLAMING LIPS – AMERICAN HEAD – To płyta nawiązująca do neopsycodelicznego okresu lat 60, jednak przenosząca go w ramy współczesności. Z drugiej strony to po prostu styl The Flaming Lips – wypracowany przez lata, z pieczołowitością dopieszczony znakomitą studyjną produkcją. Warstwa tekstowa opisująca „deformację świata, zakrzywienia w jego widzeniu pod wpływem narkotyków. Sama wizja ukazana jest w sposób nad wyraz osobisty, a jednocześnie uniwersalny, przez co sami nie zagłębiająca się w narkotykowa pustkę, możemy owego świata doświadczyć i zanurzyć się w jego toń. Piosenki połączone są ze sobą, sprawiając wrażenie przesyconej melancholią neo-psychhodelicznej odysei muzycznej – suity.
  2. BOB DYLAN – ROUGH AND ROWDY WAYS – po prostu Dylan, intelektualista, noblista, songwiter i człowiek legenda w najwyższej formie. Mało tego artysta nie chce schlebiać współczesności –  osadza zatem album w przeszłości zarówno muzyką jak i liryką.  Płyta wybitna.
  3. SONS OF APOLLO – MMXX – znakomity, przebojowy w dobrym tego słowa znaczeniu album prog metalowej supergrupy. Dlaczego tak wysoko? Ponieważ tak wyborni muzycy grają z niezwykła maestrią, w żadnym wypadku nie popisując się, podporządkowując swe ego zespołowej materii.
  4. FUTURE ISLAND – AS LONG AS YOU ARE – Na swym szóstym albumie Future Islands udała się sztuka niezwykła. Zespół nagrał bowiem album ewidentnie osadzony w latach osiemdziesiątych z okolic powiedzmy noworomantycznego synth-popu. Tyle że płyta pomimo że korzysta z reminiscencji lat 80, to w żadnym wypadku nie pozwala spojrzeć na Future Islands jako zespołu używającego muzycznych kalek. Mówiąc najprościej żadna z zamieszonych na „As Long As You Are” piosenek nie kojarzy się z innym wykonawcą. Zasługa w tym przede wszystkim brzmienia. Syntezatory nie dominują tu aranżacji, a jedynie dodają im głębi. Sporo tu rozmytych gitarowych brzmień. Jednak prym wiodą znakomite melodie, od których ciężko się uwolnić, oraz partie wokalne Samuela Herringa, dodające całości nutkę nieposkromionej nostalgii, niczym u The National
  5. ULVER – FLOWERS OF EVIL – po prostu porcja naprawdę udanych popowych piosenek. „Machine Gun and Peacock Feathers” lub „Nostalgia” jest tego najlpeszym przykładem! Gdyby owe kompozycje powstała w latach osiemdziesiątych dziś była by klasykiem.
  6. GREG DULLI – RANDOM DESIRE – Greg Dulli to lider The Afghan Whigs, The Twilight Singers, The Gutter Twins. „Random Desire” to jego drugi solowy album, który z pewnością nie mógłby się ukazać pod żadnym innym muzycznym szyldem w którego składzie jest Greg. Przede wszystkim więcej tu przestrzeni, partii pianina, delikatności i subtelności. To płyta wręcz stonowana. Po prostu znakomity album w którym intymność staje się tak materialna, że aż czujemy jej obecność …… która staje się późniejszym brakiem. Cudo!
  7. PAIN OF SALVATION – PANTHER – Z pewnością dla niektórych zanurzenie w elektronice sprawi że będą zarzucać Pain Of Salvation zdradę. Wydaje Mi się że przez pryzmat dyskografii szwedów, to właśnie owa elektronika czyni z „Panther” album wyjątkowym i eksperymentalnym (tym którzy w to wątpią polecam posłuchać 13 minutowej mini suity „Icon”). Po znakomitym „In The Passing Light of Day” zespół nie staje się kalką własnych reminiscencji i więźniem naszych oczekiwań. Konsekwentnie się, a przez to i nas rozwija. Naprawdę udaną, a wręcz nad wyraz udaną płytą, która to mam nadzieję wpłynie na ramy całego progresywnego nurtu.
  8. FONTAINES D.C. – A HERO’S DEATH – z pozoru to syntetyczna wersja Joy Division dla współczesnej młodzieży. Post punkowe granie podlane sentymentalizmem. Jednak słucha się tego świetnie! Mało tego Fontaines D.C. są po prostu wiarygodni w tym co grają.
  9. PSYCHOTIC WALTZ – THE GOD-SHAPED VOID – Album jawi się jako dzieło zdecydowanie bardziej wysmakowane. Nie brak tu technicznych metalowych riffów („Back to Black”, „Pull The String”) , pięknych i klimatycznych gitarowych pejzaży ( „Sisters of the Dawn”) czy też wspomnianych powyżej melodii („While The Spiders Spin”, „The Fallen”). Czuć tu ewidentnie że muzycy nie popisują się słuchaczami swą erudycją, czy tez techniczną mocą, a po prostu stawiają ma spójność. I choć nie znoszę słowa które opisuje LP jako dojrzały (dla Mnie zazwyczaj oznacza to nudny i przewidywalny) to „The God-Shaped Void” to właśnie album dojrzały. W swej dojrzałości znakomity! wielowątkowy i nieoczywisty.
  10. NOTHING – THE GREAT DISMAL –wysokie stężenie smutku i posępności, która jednak nie ma nic wspólnego z nostalgią. Myślę że za parę lat płyta będzie wymieniana jako jeden z klasyków shoegaze.
  11. SONAR / DAVID TORN – TRANCEPORTATION VOL.2 – Druga część LP „Tranceportation Vol2” powstała z pięciodniowej sesji nagraniowej, oczywiście nie odbiega od stylu projektu, jednak ma nieco inny posmak. Muzycy grają jeszcze bardziej świadomie tego co chcą finalnie osiągnąć. Wystarczy posłuchać otwierającego album „Triskaidekaphilia” gdzie zespół z dopieszcza każdy dźwięk, z pozoru onirycznie buduje klimat i melodię, a David Torn tworzy ekspansywną niemalże ambientową przestrzeń. Nie ma tu mowy o sekundzie nudy. Powolnie struktury rytmiczne (mocno zabarwione zespołem Tool) w „Tranceportation” przez prawie trzynaście minut wciągają zmysły słuchaczy w transową, powtarzalną mantrę, czarując i uwodząc.
  12. KATATONIA – CITY BURIALS – „City Burials” to doprawdy znakomity album, pod warunkiem że wyzbędziemy się uprzedzeń do nieco bardziej przystępnej formuły grania i docenimy całościowy klimat LP.
  13. THE STROKES – THE NEW ABNORMAL – Wszystko jest tu przemyślane i stylowe, a jednocześnie przebojowe i energetyczne. Przez ów fakt płyty słucha się po prostu znakomicie i brak na niej słabych, czy choćby przeciętnych numerów.
  14. SHABAKA & THE ANCESTORS – WE ARE SENT HERE BY HISTORY – 32 letni Shabaka Hutchings to lider składu Comet Is Comming – jak dla Mnie najlepszego współczesnego bandu, którego bazą wyjściową dla muzycznej narracji jest jazz. Wydawnictwa firmowane jego imieniem, oraz składem The Ancestors, mają charakter nieco inny – choć oczywiście także jest to jazz, to jednak większy nacisk jest tu położony na rytmikę, oraz etniczny – afrykański charakter muzyki. Album „We Are Sent Here By History” nagrany został z muzykami z Republiki Południowej Afryki z Johanesburga. Mało znanymi w świecie, ale dodającym albumowi niesamowicie lokalny, etniczny wymiar.
  15. PROTOMARTYR – ULTIMATE SUCCESS TODAY – Mogę śmiało zaryzykować stwierdzenie że dziś Protomartyr w pełni udanie wskrzesza modne post punkowe reminescencje, nie tylko korzystając z nich, ale kreując swą własną wizję dźwięku. Brawo!
  16. MUZZ – MUZZ – Muzz to nowy muzyczny projekt lidera Interpol – Paula Banksa, Josha Kaufmana i Matta Barricka (The Walkmen). Sama muzyka zaprezentowana na ich debiutanckim LP da się określić jako mroczna, stonowana, introwertyczna i subtelna. Wiodąca rolę pełni tu głos Banksa, nadający muzyce niesamowitą beznamiętną, wyzutą z emocji  – emocjonalność. Ponieważ to brak owych emocji tworzy tu emocję u słuchacza.
  17. THE PINEAPLE THIEF – VERSIONS OF THE TROUTH
  18. GIL SCOTT-HERON / MAKAYA McCRAVEN – WERE NEW AGAIN – Dziesięć lat temu ukazał się album „I’m New Here” Gil Scott-Herona, który okazał się jego pożegnaniem z ziemskim światem (artysta zmarł rok później na virusa HIV). Album zyskiwał bardzo pochlebne recenzje – wystarczy wspomnieć że za remiks odpowiadał Jamie XX (The XX), a na klawiszach grał znany z Gorillaz czy Blur Damon Albarn. Na dziesięciolecie owego wydarzenia niewiedzieć po co szefowie firmy XL Recordings złożyli zamówienie u Makayi McCravena, by ten stworzył nową wersję owego dzieła. Makaya (polecam album z 2018 „Universal Beings” aby przekonać się że Kendrick Lemar to już przeszłość) przefiltrował ów album własną muzyczną wrażliwością. Wywarł na nim swe brzmieniowe piętno – znakomita soczysta perkusja, wwiercający się w jaźń hip-hopowo-jazzowy groove. Do tego mamy tu masę brzmieniowych upiększeń rodem z czasów świetności spiritual jazz pokroju Pharoahe Sanders czy też Alice Coltrane. Makaya wykorzystał tu partie sampli z improwizacji swych zespołowych składów (wyszczególnione są na backu okładki). Zrobił to jednak w sposób niesamowicie symbiotyczny. słuchając „We’re New Again” i porównując je z oryginałem ma się wrażenie że reeinterpretator – McCraven podejmuje tu muzyczny dialog ze Scottem-Heronem. Nie wywiera piętna, nie dominuje – lecz po prostu kreuje. I choć jestem absolutnym wrogiem takowych przedsięwzięć (bo przecież paradoksalnie niedługo możemy otrzymać dzieło „The Wall” Pink Floyd a reimagining by Kanye West), a w szczególności wskrzeszania zmarłych, wykorzystywania ich dorobku bez ich woli, przyrzynam że dawno nie słyszałem tak dobrego albumu. Jego zwartość, spójność i nowatorskie, niemalże pozbawione szacunku do oryginału podejście do ogranej materii spiritual-soulowej nie pozwala przejść wobec tegoż LP obojętnym żadnemu słuchaczowi. To zamknięty w prawie 38 minutach świat w którym umarli na równych prawach współgrają i współtworzą z żywymi, kreując nowe muzyczne pejzaże, gdzie hip-hop, spiritual jazz, avant jazz, soul, blues i fusion splatają się w symbiotycznym uścisku McCraven”a. Cudo!
  19. PENDRAGON – LOVE OVER GOLD – stylowa, pełna nostalgii i muzycznej wirtuozerii porcja neo progresywnego rocka na najwyższym poziomie.
  20. LONG DISTANCE CALLING – HOW DO WE WANT TO LIVE? – Na najnowszym albumie Long Distance Calling post rock w znamienitych proporcjach splata się z reminiscencjami rocka progresywnego.
  21. CALIGULA’S HORSE – RISE RADIANT – Rise Radiant” to nad wyraz dobry album. Nieco słabszy od „In Conact” jednak pozostawiający ogromne nadzieje na przyszłość. Po tak otwartej formule grania, w której muzyczne granice powoli przestają mieć znaczenie, chłopaki mogą nagrać dosłownie wszystko, zachowując przy tym swą stylowość.
  22. HAKEN – VIRUS – Najnowszy album Haken to bezpośrednia kontynuacja wydanego przed dwoma laty „Vector””. Kontynuacja zaskakująca swa perfekcją, znakomitymi przemyślanymi kompozycjami. Kontynuacja pod względem muzycznym mocniejsza – bardziej prog metalowa.
  23. FLEET FOXES – SHORE
  24. PURE REASON REVOLUTION – EUPNEA
  25. BODY COUNT – CARNIVORE – spektrum stylistyczne każe stwierdzić – swoiste „the best of metal 90’s” .
  26. AIRBAG – A DAY AT THE BACH – Album ewidentnie zakorzeniony jest w stylu zespołu spowitym charakterystycznym brzmieniem gitary Riisa, oraz nostalgicznym śpiewem Tostrupa. Tym razem zdecydowanie więcej jest instrumentów elektronicznych. W żadnym wypadku nie dominują one jednak stylu Airbag, a jedynie uzupełniają go dodając całości jeszcze więcej przestrzeni.
  27. ROISIN MURPHY – ROISIN MACHINE – kolejny hołd dla lat 80. Roisin w wybornej formie!
  28. RICHTER, MAX – VOICES
  29. PUSCIFER – EXISTENTIAL RECKONING
  30. JIMI HENDRIX – LIVE IN MAUI – nareszcie! Kultowy koncert, kultowy wykonawca – kultowy – już  oficjalny album!
  31. PARADISE LOST – OBSIDIAN – Paradise Lost przez lata czarował nas paleta muzycznych barw od gotyku, poprzez synth pop po death metal. Zawsze pozostając sobą. „Obsidian” brzmi niczym perfekcyjny album przekrojowy. Bez słabych momentów.
  32. ALGIERS – THERE IS NO YEAR – Tak powinna wyglądać trzecia płyta, dając się scharakteryzować jako zakorzeniona w swych poprzedniczkach, jednak odrzucająca ich stylowość.
  33. ELDER – OMENS – płyta czarująca już nie samym stonerowym ciężarem ale przede wszystkim progresją.
  34. NUCLEAR – MURDER OF CROWS – za wypełnienie pustki po Slayer.
  35. DEFTONES – OHMS
  36. PAUL McCARTNEY – III
  37. ROGER WATERS – US + THEM
  38. WEEKND – AFTER HOURS
  39. TRICKY – FALL TO PIECES
  40. SLIFT – UMMON – Na swym drugim studyjnym albumie francuski Slift udanie poszerza ramy debiutu. To muzyka której bazę stanowi stoner rock, jednakże sposób budowania kompozycji ciągnie album „Ummon” w ramy space rockowej, heavy psychodelii.
  41. PHOEBE BRIDGERS – PUNISHER
  42. DREAM THEATER – DISTANT MEMORIES LIVE IN LONDON
  43. DEEP PURPLE – WHOOSH!
  44. DOOL – SUMMERLAND –  Donoszę że drugi album Dool jest naprawdę udany. Płyta nadal oscyluje wokół piosenkowej formuły, oraz progresywno rockowych elementów. Mówiąc progresywno-rockowe mam na myśli przede wszystkim Rush, powiedzmy że tym razem z okresu „Test for Echo”. Wokal i sposób śpiewania Van Dorsta przypomina Geddy’ego Lee. Partie instrumentalne są jednak zdecydowanie prostsze, stąd właśnie posadziłem Dool o reminiscencje „Test for Echo”.
  45. DUA LIPA – FUTURE NOSTALGIA – nad wyraz udany mariaż popu z syntetyczną stylistyką lat 80.
  46. JESSIE WARE – WHAT’S YOURE PLEASURE? – to przede wszystkim płyta nad wyraz spójna, nie będąca jedynie zlepiekiem kompozycji. W skrócie można stwierdzić że to swoisty hołd dla muzyki klubowej lat 80 i 90, podany w popowym anturażu reminiscencji.
  47. SMASHING PUMKINS – CYR
  48. REZN – CHAOTIC DIVINE
  49. SNOWY WHITE – SOMETHING ON ME
  50. AND YOU WILL KNOW US BY THE TRAIL OF DEAD – THE GODLESS VOID AND OTHERS STORIES
  51. FISH – WELTSCHMERZ
  52. OSBOURNE, OZZY – ORDINARY MAN
  53. BELL WITCH / AERIAL RUIN COLLABORATIONS – STYGIAN OUGH VOLUME 1
  54. FIONA APPLE – FETC THE BOLT CUTTERS
  55. SOLSTAFIR – ENDLESS TWILIGT OF CODEPENDED LOVE
  56. IDLES – ULTRA MONO
  57. NOTHING BUT THIEVES – MORAL PANIC
  58. JOHN PETRUCCI – TERMINAL VELOCITY
  59. THE CRIBS – NIGHT NETWORK
  60. BLOSSOMS – FOOLISH LOVING SPACES
  61. RINA SAWAYAMA – SAWAYAMA
  62. KHRUANGBIN – MORDECHAI
  63. AMBROSE AKINMUSIRE – ON THE TENDER SPOT OF EVERY CALLOUSED MOMENT
  64. WAYLON PAYNE – BLUE EYES, THE HARLOT, TE QUEER, THE PUSHER & ME
  65. SAULT – UNTITULED (RISE)
  66. NATION OF LANGUAGE – INTRODUCTION, PRESENCE

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s