NAJLEPSZE PŁYTY 2021 – ZAGRANICA

Jak co roku małe podsumowanie tego co w muzyce jest już przeszłością. Oczywiście jak zawsze podkreślam nie silę się na jakikolwiek obiektywizm. Jestem subiektywny, ponieważ to moje ukochane płyty 2021 roku. Gościły w Moich słuchawkach i na Moim CD trochę częściej niż inne, a czy zostaną ze Mną na lata czas pokaże.
Zachęcam Państwa do podsyłania w komentarzach własnych topów – tak inspirujemy się nawzajem – może usłyszymy coś nowego – nieodkrytego.

ZAGRANICZNE

  1. LOW – HEY WHAT – Przyznam się że nowy album Low na początku dość mocno Mnie irytował. Praktycznie co kilka minut sprawdzałem czy z moimi słuchawkami / głośnikami wszystko jest w porządku. Czy płyta się nie tnie. I choć rozumiałem ideę twórczą – ów rozpad, myśl przewodnia, sama idea dla Mnie przysłaniały czynniki czysto muzyczne za które kocham Low. Po przeszło miesiącu słuchania jestem stanie stwierdzić że „Hey What!” to chyba najbardziej przystępna i delikatna z hałaśliwych płyt jakie w życiu słyszałem.
  2. SQUID – BRIGT GREEN FIELD- To przede wszystkim energia, wielowątkowość, nieszablonowość i znakomite kompozycje. Sama muzyka kwintetu choć reminiscencji nie unika, wydaje się wymykać muzycznym szufladkom głównie poprzez natłok muzycznych skojarzeń, niemalże schizofreniczną aurę porównań. Squid tworzy coś na kształt muzycznej hybrydy, a do grona ich fascynacji i muzycznych drogowskazów opisujących powyższy LP możemy zaliczyć zarówno King Crimson, The B-52’s, LCD Soundsystem, Pere Ubu, The Fall jak i Talking Heads. Muzyka Squid ma jednak zawsze dekadencki i eksperymentalny posmak, ponieważ nigdy nie wiemy co stanie się za chwilę.
  3. MASTODON – HUSHED AND GRIM – Jedni słyszą na „Hushed And Grim” zespół zmęczony, wtórny, popowy, pozbawiony wyrazistości, zespół zaprzedany melodiom. Ja słysze dwa znakomite wciągające krążki. Krążki wciągające progresją, przeszywająca podprogowa dawką smutku i mroku, wybornie prowadzone gitarową narracją, w której tym razem zdecydowanie pierwszoplanową rolę gra przestrzeń
  4. IDLES – CRAWLER – zaskoczenie. Debiut powalił Mnie po czym stał się dla Mnie albumem obojętnym. Choć następne dwie płyty Idles również wnikliwie poznałem nie wywołały u Mnie żadnych emocji. „Crawler” w niezwykle udany sposob połaczył punkowe lobuzerstwo, energięz rytmicznością i melodyjnością. Ja słysze tu dużo The Smiths. wiem że inni mają inaczej, bo album z przychylnością krytyki się nie spotkał.
  5. BLACK COUNTRY NEW ROAD – FOR THE FIRST TIME – „For the First Time” to doprawdy powalający debiut. Debiut na tyle nowatorski, że stanowiący swoisty powiem świeżości na nieco zatęchłej muzycznej scenie. Czym jest projekt Black Country, New Road? To siedmioosobowy kolektyw londyńskich muzyków, dla których muzyka nie zna granic. Gdybym musiał przyrównać do czegoś samo podejście do grania – postawiłbym na King Crimson. Sama muzyka wymyka się jednak szufladkowaniu. Post rock, prog rock, jazz, klezmerskie folk rockowe klimaty, post punk, nowa fala, splatają się tu z niepokojącym klimatem eterycznego albumu Slint „Spiderland”
  6. DANNY ELFMAN – BIG MESS –  album rockowy – zakorzeniony w muzycznych poszukiwań Davida Bowiego z drugiej polowy lat 90 ze wskazaniem na „Outside” i „berlińskiej trylogii” czy też Nine Inch Nails. Płyta duszna swym klimatem, przepełniona niepokojem, momentami wręcz gniewem.
  7. WHEEL – RESIDENT HUMAN- Na „Resident Human” Wheel nadal podąża Tool’ową ścieżką, jednak wyraźnie odciska na niej swe muzyczne piętno. Jeśli cenicie Soen, Karnivool, Chevelle czy początki Mudvayne z pewnością pokochacie i Wheel. Na czym więc polega oryginalność zespołu? Przede wszystkim na melodiach wokalnych i gitarowych, podążających w zupełnie inne muzyczne rejony niż Tool.
  8. JUSTIN SULLIVAN – SURROUNDED – Płyta aż eksploduje emocjami i „ważnymi” słowami, których glebie podkreśla aranżacyjna subtelność. Muzyczny trzon stanowi tu bowiem gitara akustyczna. Jednak dzięki partiom instrumentów smyczkowych, fletów nie ma mowy o muzycznej nudzie. Jeśli chodzi o muzyczne skarby każdy musi odkryć je na własny użytek.
  9. ATRAVAN – THE GREY LINE – Debiutancki album zespołu Atravan może nie tyle co powalił Mnie na łopatki, lecz stał się dla Mnie jednym z najlepszych tegorocznych debiutów. Debiutów w którym art rockowe i prog metalowe reminiscencje splatają się ze znakomitym warsztatem muzycznym, pomysłowością, wybornymi kompozycjami. „The Grey Line” jakością kompozycji, gitarowymi „pseudo flojdowymi” solami gitarowymi najłatwiej przyrównać do Airbag czy też Sylvan. Jeśli zespół zahacza o elementy prog metalowe wywierają na owym muzycznym mariażu swe własne piętno, nie dając się zaszufladkować.
  10. BLACK MIDI – CAVALCADE – mają przed sobą przyszłość – sa przyszłością współczesnej alternatywnej muzyki jak Radiohead za czasów „OK Computer”.
  11. IRON MAIDEN – SENJUTSU- po tylu laatch nagrać taki album! Szok! Ciągła kreacja, z jednoczesnym zacowaniem stylowości i „ironowania” ktore jednak nie pełni pierwszoplanowej roli.
  12. FIVE THE HIEROPHANT – THROUGH AUREATE VOID – Album „Through Aureate Void” zaciekawia każdym dźwiękiem. Fuzja wszystkich użytych na nim środków wyrazu nie pozwala przejść obok niego obojętnie. Dobrą rekomendacją i streszczeniem wspomnianego dzieła jest label wytwórni – „esencja mroku”. dodajmy do tego okładkę a myślę że owa esencja spowije wszystkie nasze zmysły. Trudno jest porównać muzykę zespołu do czegokolwiek. Można jedynie napisać iż jest to mieszanka awangardowego metalu, post rocka, doom metalu, drone metalu, sludge, dark jazzu, oraz szeroko rozumianej rockowej progresji, pomieszanej z klimatem muzyki filmowej.
  13. LEPROUS – APHELION – Z pełną satysfakcją mogę napisać że Leprous nadal podąża drogą progresywnego rozwoju. Jak „Aphelion” rozwija oblicze Leprous i współczesnego prog rocka / metalu? Przede wszystkim chłopaki idą krok dalej aniżeli na „Pitfalls” i uzupełniają swa muzykę nie tylko nowoczesną produkcją, nad wyraz współczesnymi aranżacjami w których rock progresywny / metal splata się z elektroniką. Ida krok dalej i do wspomnianego mariażu dodają elementy symfoniczne. Sekcja smyczkowa dodaje całości niebywałego dramatyzmu, a momentami wręcz soundtrackowego posmaku
  14. DRY CLEANING – NEW LONG LEG – nareszcie dobry debiut w 4AD. Coć wokal momentami nieco irytuje, jego beznamiętność i brak emocjonalności wybornie podkreśla klimat leniwej, post modernistycznej – post punkowej muzyki, w duchu Stereolab.
  15. GOJIRA – FORTITUDE – Goijra serwuje nam najbardziej przystępny album w swej muzycznej karierze. Przystępność w żadnym wypadku nie oznacza jednak muzycznych kompromisów, czy też zdrady. To nadal 100% Gojira tyle że bardziej …..skondensowana, konkretna, podająca swą muzykę wprost. Jak dla Mnie „Fortitude” ewidentnie wyrasta z wielowątkowości „Magmy”, równiez eksplorując przenikanie się muzycznych nastrojów oraz dynamiki, tworząc w ten sposób nową jakość.
  16. JANE GETTER PREMONITION – ANOMALIA – mariaż Porcupine Tree, Pineapple Tief, trochę King Crimson. W tym że śweizy, bez jakiejkowliek wtórności.
  17. TURNSTILE – GLOW ON – „Glow On” to trzeci album Turnstile. Jest znakomitą kontynuacją „Time & Space” z 2018 roku – bardziej melodyjną i przebojową. Oczywiście to ciągle muzyka wyrastająca z post-hardcorowych korzeni. Z reminescencji oczywiście Fugazi, Sunny Day Real Estate („Underwater Boi”) i przede wszystkim At Te Drive-In (choćby w „Mystery”, „Holiday”), który momentami słyszalny jest niemalże w linii prostej, oraz Quicksand Jest w tej muzyce podprogowa dawka smutku, melancholii, skonkludowanej z dawką punkowej energii (wysłuchajcie „Blackout”).
  18. ALFA MIST – BRING BACKS – Bring Backs”  nie jest wielkim albumem, ponieważ nie ma w nim odstępstw od obranej konwencji muzycznej, czy też elementów kreujących muzyczne mody. Jest to jednak album niesamowicie równy, przystępny, znakomicie zagrany i zaaranżowany. Jego słuchanie sprawia olbrzymią przyjemność bez względu czy lubicie jazz, hip-hop czy też muzyczną alternatywę…….bądź też nie lubicie jazzu, hip-hopu. To właśnie wartość dodana, zacierania się gatunkowych granic.
  19. SOEN – IMPERIAL – „Imperial” to chyba najbardziej przyswajalny, melodyjny i swojej stylowości przebojowy album Soen. Wpływy Tool, czy też Opeth są tutaj niemalże niesłyszalne. To porcja ośmiu melodyjnych osadzonych w metalowo – rockowym etosie piosenek.
  20. KINGS OF LEON – WHEN YOU SEE YOURSELF – „When You See Yourself” to chyba najbardziej wyciszony album Kings Of Leon. Choć na szczęście są tu gitary, to jednak nie pełnią one nadrzędnej roli. To album skupiony wokół pięknych melodii, wysuwających się na pierwszy plan ciepłych partii basu i klawiszy. Nie ma to jednak nic wspólnego z muzyką o syntetycznym posmaku – cały czas mamy do czynienia z rockiem. Aby jednak nagrać tak refleksyjny i pozornie wyciszony album potrzeba czasu i scenicznego doświadczenia. Można bez problemu stwierdzić więc że „lwy” te płytę po prostu sobie wypracowały latami swej kariery i ów album nie mógłby powstać w żadnym innym momencie ich kariery.
  21. RICHARD DAWSON & CIRCLE – HENKI – Współpraca brytyjskiego songwritera Richarda Dawsona z fińskim zespołem The Circle, który na przestrzeni 30 lat swe działalności wydawał płyty inspirowane krautrockiem, metalem, rockiem progresywnym, ambientem doprawdy zaskoczyła Mnie. Wniosła nihilistyczną twórczość Richarda na psychodeliczno-progresywne tory.  Płyta emanuje niesamowitym folk progresywnym klimatem lat 60. Ciepłe brzmienie basu, dosadne psychodeliczne, aczkolwiek niepozbawione melodii partie gitar, pozwalają Dawsonowi hipnotyzować głosem, an tle muzycznych złożonych progresji. Bardzo przypomina to Gentle Giant.
  22. HELLOWEEN – HELLOWEEN
  23. SCORN – THE ONLY PLACE – skupiając się na industralnym, ascetycznym i mrocznym dubstepowym podejściu do dźwięku. Można nawet napisać że to muzyczne wariacje na temat dubstepu, albowiem Scorn nadaje owym reminiscencjom własnego charakteru.
  24. LANA DEL REY – BLUE BANISTERS
  25. DARKSIDE – SPIRAL
  26. ARAB STRAP – AS DAYS GET DARK
  27. DREAM THEATER – A VIEV FROM THE TOP OF THE WORLD
  28. TESSERACT – PORTALS
  29. WOLF ALICE – BLUE WEEKEND
  30. RAY WILSON – THE WEIGHT OF MAN
  31. DORDEDUH – HAR
  32. LIQUID TENSION EXPERIMENT – III
  33. A PALE ORSE NAMED DEATH – INFERNUM IN TERRA
  34. LITTLE SIMZ – SOMETIMES I MIGTBE INTROVERT
  35. THE VINTAGE CARAVAN – MONUMENTS
  36. JOHN MAYER – SOB ROCK
  37. NEGURA BUNGET – ZAU
  38. MOGWAI – AS THE LOVE CONTINUES
  39. CYNIC – ASCENSION CODES
  40. CHEVELLE – NIRATIAS
  41. ST. VINCENTDADDY’S HOME
  42. NEAL MORSE BAND – INNOCENCE & DAGGER
  43. SYLVAN – ONE TO ZERO
  44. STEVEN WILSON  THE FUTURE BITES
  45. YES – THE QUEST
  46. MANIC STREET PREACHERS – THE ULTRA VIVID LAMENT
  47. CONVERGE / CHELSEA WOLFE – BLOODMOON:1
  48. GOD IS AN ASTRONAUT – GHOST TAPES #10
  49. NEIL YOUNG / CRAZY HORSE – BARN
  50. DANS DANS – ZINK
  51. DEINE LAKAIEN – DUAL
  52. TOMAHAWK – TONIC IMMOBILITY
  53. TRANSATLANTIC – THE ABSOLUTE UNIVERSE FOREVERMORE
  54. STEVE HACKETT – SURRENDER OF SILENCE
  55. DINOSAUR JR. – SWEEP IT INTO THE SPACE
  56. BONNIE PRINCE BILLY / MATT SWEENEY – SUPERWOLVES
  57. DVNE – ETEMEN AENKA
  58. LINGUA IGNOTA – SINNER GET READY
  59. THE CORAL – CORAL ISLAND
  60. JEFF PARKER – FORFOLKS

Jedna uwaga do wpisu “NAJLEPSZE PŁYTY 2021 – ZAGRANICA

  1. Mój TOP 10
    1. Lisa Gerrard Jules Maxwell – Burn
    2. Styx – Crash ot the crown
    3. Robert Plant Alison Krauss – Raise the roof
    4. Damon Albarn – The nearer the fountain more pure the stream flows
    5. Joan Armatrading – Concequences
    6. Black Keys – Delta Kream
    7. Smith and Burrows – Smith and Burrows is good enough
    8. Idles – Crawler
    9. Dry Cleaning – New Long Leg
    10. XIXA – Genesis
    Krótki komentarz : Styx nie pojawił się chyba na żadnych zestawieniach rocznych nawet takich progrockowych. Moim zdaniem to wspaniała płyta, pełna pięknych harmonii wokalnych i świetnych kompozycji, w utworze Coming out the other side zwracam uwagę na genialną solówkę gitarzysty, rzadko dziś można coś takiego usłyszeć. Gorąco polecam. Inna płyta nie zauważona w ub. roku to Joan Armatrading, jej płyta to chyba jedna z najlepszych w jej długiej dyskografii- świetna produkcja i wspaniały głos wokalistki, która jest już po 70-tce. I jeszcze Smith and Borrows – duet w skład którego wchodzi wokalista Editors. Fajna pop-rockowa płyta.
    Pozostałe płyty gdzieś tam przewijały się .
    Dziękuję autorowi strony za wiele inspiracji muzycznych !

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s